Wyspa wielorybów (prolog)
Władca samotnego, wyludnionego królestwa siedział na wielkim tronie, w samotnym, wyludnionym i wielkim zamku. W powietrzu czuł pustkę, ale i przepełnienie, jakby jego wnętrze wlewało się do każdego pomieszczenia twierdzy. Blondyn oparł głowę na ręce i rozejrzał się po sali tronowej. Bywał tu bardzo często, ale zawsze było coś, co zauważał pierwszy raz. Jednak w rzeczywistości była to za każdym razem ta sama zwykła rzecz.
Chłopak westchnął, pragnął gdzieś iść, ale nie miał siły wstać z tronu. Prawdę mówiąc, nawet nie chciał mieć siły, wolał umrzeć, siedząc tu, niż chodząc po lesie. Miał już wszystkiego dość.
Ostatni mieszkańcy jego królestwa opuścili je niby niedawno, ale chłopiec czuł, jakby minęły wieki. Zaczęła doskwierać mu samotność, której zawsze tak bardzo mu brakowało, więc przekonał się wreszcie, że to nie to o co prosił te wszystkie lata.
Blondyn siedział tak kilka godzin. W końcu zmęczony myśleniem podniósł obolałe ciało z tronu i poszedł powolnym, i ospałym krokiem w stronę jednego z pomieszczeń.
Podszedł do niewielkiego stolika, na którym leżała też niewielka kartka. Wziął ją delikatnie do ręki i przeczytał to jedno, jedyne zdanie, które zawierała. Chciał być pewien, że nie popełnił żadnych błędów. Następnie odłożył ją, wyjął z kieszeni pióro i złożył na kartce swój podpis razem z datą. Po podpisaniu wyszedł z pomieszczenia, zostawiając swój testament na łaskę losu.
Kilka minut później, swoim powolnym krokiem, zmierzał już do pełnego tajemnic lasu u stóp wzgórza, na którym znajdował się zamek. Gdy do niego wszedł, poczuł nagły, lecz delikatny podmuch zimnego i wilgotnego wiatru. Niewzruszony poszedł dalej.
Po jakimś czasie chłopiec na chwilę przystanął. Poczuł na sobie czyjś wzrok, rozejrzał się zdziwiony, jednak nic nie zauważył, nawet zwierzęcia. Co go mogło obserwować? Co go mogło obserwować z ukrycia? Czy był w niebezpieczeństwie? Czy jeśli tak, nie powinien się z tego faktu cieszyć? A może jest totalnym tchórzem? A może boi się nawet śmierci, na której spotkanie przyszedł? Myśli tego typu kłębiły się w jego głowie, było ich coraz więcej. Zaczął panikować, czuć niewyobrażalny strach. Mimo wszystko zacisnął zęby i pobiegł do drzewa, do którego od początku zmierzał.
Wyczerpany stanął na przyniesionym tu przez niego dość sporym pniu drzewa. Poczuł, jak się pod nim ugina. Spodziewał się tego, w końcu był stary i najprawdopodobniej spróchniały – przyniósł go naprawdę wiele lat temu. Potem wystarczyło założyć na szyję pętlę. Zajęło to chłopcu chwilę. Chwilę także się bał i wahał. Gdy uspokoił oddech, zamknął oczy i odtrącił pieniek na bok.
- - -
Taka sobie krótka książka powstaje. Chyba dam tu dużo czarnego humoru...
MNIAAAAMMMM
OdpowiedzUsuńOh Kornel... XD
Usuń