Skoczyłem!
Niebo czerwone od zachodzącego słońca, w dole świecące na wszystkie kolory bilbordy i latarnie oświetlające drogi wielkiego miasta. Na ulicach było jednak mało ludzi, a jeśli już byli, to zapatrzeni z telefony lub wystawy sklepowe. Mnie nie widział nikt. Z wysokiego, no może nie aż tak wysokiego jak te wszystkie drapacze chmur, budynku obserwowałem wszystko, co działo się na około. Moje nogi swobodnie wisiały nad przepaścią, ale ciągle się jeszcze wahałem więc powoli, co jakiś czas przesuwałem się lekko do przodu. Myślałem tylko w kółko i w kółko "Co jeśli tak się nie da?", ale odpowiedź była tylko jedna "Nie dowiesz się, póki nie spróbujesz". Siedziałem tu już długo. Wiatr był coraz mocniejszy, niebo ciemniejsze. — Wszedłeś tu w południe. Skocz wreszcie. Nie bój się! — powiedziałem, a raczej prawie krzyknąłem do siebie, nie było tu nikogo innego. — Kurwa! — położyłem się na plecach, nogi nadal zawisły z krawędzi budynku. W końcu zebrałem się na odwagę, w...